Szkoły, którą uczą inaczej cz. II

Mając 5-latka, prędzej czy później uświadamiasz sobie, że nadchodzi czas na refleksję: gdzie posłać dziecko do szkoły? Ja ten temat rozpracowuję już od roku.

Tutaj efekt mojego ubiegłorocznego researchu w temacie- Przegląd alternatywnych placówek edukacyjnych w Krakowie. Dlaczego tradycyjna szkoła nie jest odpowiedzią możesz przeczytać tutaj: “40 minut, które zrewolucjonizowało moje myślenie o szkole”. O tym, na ile jest to efektywna metoda pedagogiczna pisałam w: Czy edukacja alternatywna jest efektywną formą wspierania rozwoju dzieci?”

Co nowego?

Mam to szczęście, że żyję w pobliżu wielkiego miasta, które nie przestaje mnie zaskakiwać niespodziankami. Niespodzianki mają to do siebie, że pojawiają się znikąd, przypadkiem, a potem mówisz: WOW! Taką reakcję właśnie wywołały 2 placówki, na które trafiłam. Byłam tak zachwycona, że nie mogłam się powstrzymać, żeby Wam je przybliżyć (z prośbą o relacje osób, które posyłają tam swoje dzieci). [Będąc z Wami całkowicie szczera- popłakałam się ze szczęścia oglądając filmy jednej z nich.]

2 wątpliwości

Tak jeszcze na marginesie- moje kryteria wyboru szkoły ewoluowały w trakcie minionego roku. Po rozmowach z wieloma rodzicami mającymi starsze dzieci z uprzednimi doświadczeniami z placówkami alternatywnymi wyłaniała się pewna charakterystyczna cecha przybierająca postać stygmatu- to szkoły dla nieprzystosowanych.  Dla dzieci nadwrażliwych, aspołecznych, nadpobudliwych, mających problemy ze skupieniem itp., itd. Brzmi fatalnie. Zdaję sobie sprawę, że taka etykietka, może być krzywdząca, albo po prostu nieprawdziwa w przypadku niektórych szkół. Nie znam wszystkich miejsc i opinii każdego rodzica i dziecka. Ale ufam doświadczeniu innych, zwłaszcza takich, których szanuję za mądrość życiową i dobre wybory rodzicielskie. Nie przekreślam- poddaję w wątpliwość.

Ci mądrzy rodzice wskazywali też na drugą kwestię- deklaracje vs. rzeczywistość. Kiedy czytali o pedagogice Montessori, waldorfskiej, czy gestalt- byli zachwyceni. Byli pewni, że w tym kierunku chcą kształcić dziecko. Kiedy jednak byli po paru miesiącach doświadczeń z konkretną szkołą, dochodzili do wniosku, że realia mocno odbiegają od pierwotnych szumnych haseł i wizji.

3 nowe kryteria

Ubiegły rok skłonił mnie też do nowych refleksji dotyczących tego jak przyszła edukacja moich dzieci powinna wyglądać. Otwartość, szacunek, rozbudzanie ciekawości świata, uczenie poprzez działanie, rozwój kreatywnego myślenia, stawianie na inteligencję społeczną i emocjonalną były i są kryteriami podstawowymi. Im bliżej do podjęcia decyzji, tym zaczęłam przyglądać się pozostałym funkcjonalnym elementom idealnej szkoły:

  1. połączenie przedszkola i szkoły podstawowej– to czysto indywidualne kryterium. Moje dzieci od jakiegoś czasu zgłaszają silny opór przed pójściem do przedszkola, mają różne uwagi co do jego funkcjonowania, ja też. Pomyślałam więc, że jeśli miałabym zmieniać przedszkole, to tylko na takie, w którym będzie też szkoła, co by za parę miesięcy, czy lat (w przypadku młodszego synka) dzieci nie musiały go zmieniać.
    Atutem już na poziomie ogólnym na poziomie dziecka jest mniejszy stres związany z pójściem do szkoły, spójność podejścia edukacyjnego, wychowawczego, itd.
  2. nauka języków obcych– albo w idealnym układzie- wykładowy język angielski przynajmniej w części przedmiotów. Jeśli miałabym wskazać na jedną umiejętność, która pomaga poznać świat to byłoby to znanie języka angielskiego. Dzięki tej umiejętności, świat nie ma dla Ciebie barier- możesz dotrzeć do ludzi, którzy Cię inspirują, do wiedzy, która Cię pasjonuje.
    Jeśli jeszcze nie wiecie, jestem zagorzałą przeciwniczką zajęć dodatkowych dla dzieci przedszkolnych, o czym pisałam tutaj: “Nie posyłaj dziecka na zajęcia dodatkowe”. Nie zmienia to w żaden sposób faktu, że mój 5-latek świetnie sobie radzi po angielsku- podstawowe zwroty, kolory, liczby, nazwy przedmiotów, piosenki, wierszyki. Po prostu spędzam z nim czas. Często mówiąc po angielsku. Podobnie jak mój 3,5-latek  gra na flecie i bębnach- to z kolei efekt spędzania czasu z tatą. Mogłabym tak mnożyć umiejętności naszych dzieci będących pokłosiem fajnego czasu spędzanego razem. I nic tego nie zastąpi! Kiedy jednak można nauczyć się czegoś ważnego od innych w ramach szkoły, w dodatku niejako mimochodem i naturalnie- jestem absolutnie na tak!
  3. harmonogram dnia dostosowany do potrzeb dziecka i rodzica– wcześniej zupełnie nie brałam tego pod uwagę. Jednak teraz rozważając już bardzo praktycznie jak nasze życie się zmieni, kiedy starszy syn pójdzie do szkoły- struchlałam. Biorąc pod uwagę realia pobliskiej szkoły- dziecko zaczyna zajęcia o 8, kończy o 11:30, 12:45, a potem świetlica, na której pani zaczytana w “Życie na gorąco” omiata między lekturą nagłówków, główki 7-latków, które nie wiedzą co mają ze sobą począć.
    Wyobraź to sobie- od 3. roku życia dziecko chodząc do przedszkola ma posiłki, odpoczynek/sen/relaksację, spacer/zabawy na podwórku, zajęcia, zabawy z rówieśnikami w przystosowanych do tego salach, z odpowiednim wyposażeniem w postaci zabawek/gier/materiałów edukacyjnych będąc pod czujnym okiem troskliwej pani. Dziecko od 7. roku życia ma tylko zajęcia, a potem długo długo nic, aż przyjedzie rodzic. Nie ma możliwości regeneracji, bo nie ma 3 posiłków dziennie, które miał w przedszkolu. Nie ma momentu na odpoczynek w zaciemnionej sali, w której sączy się głos pani czytającej bajkę. Nie ma codziennego wyjścia na zewnątrz.  Jest za to sporo hałasu. MASAKRA!
    Chciałabym więc znaleźć taką szkołę, która jest współgra z możliwościami i potrzebami dziecka- gdzie w codziennym rozkładzie dnia jest spacer, ciepły obiad, odpoczynek, dzięki czemu moje dziecko może zdobywać wiedzę, nawiązywać przyjaźnie, mając zaspokojone podstawowe potrzeby fizjologiczne. Taki rozkład dnia jest też przyjazny rodzicom. Dzięki stałym godzinom kończenia zajęć, mają przewidywalność i mogą wykonywać swoją pracę, zamiast obaw dot. kolejnego semestru. A po szkole, jest dokładnie tak jak po przedszkolu teraz- czas razem. Nie- stos prac domowych, wkuwanie do klasówki i ból brzucha z rana.

Moje odkrycia

No więc tak doszliśmy do meritum: 2 szkół, które podbiły moje serce. W przyszłym tygodniu będę je odwiedzać, więc z pewnością dam znać, czy rzeczywiście jest tak pięknie. A więc:

1. Royal International School

Jako osoba zajmująca się copywritingiem i tworzeniem marek mam zboczenie na punkcie nazw. Ta jest wyjątkowo dla mnie nieudana. Ale to tylko na marginesie. Brzmi jak miejsce dla absolutnych snobów. Rzeczywistość jest mam nadzieję inna, o czym może świadczyć występ na Dzień Matki, który przygotowali tatusiowie. Ja padłam ze śmiechu i mocno mnie to podniosło na duchu 🙂

Dalej na razie same atuty:

  • przedszkole i szkoła podstawowa w jednym, położona w cudnym miejscu, wokół- ogród z jeziorem!
  • nauka poprzez działanie- częste zajęcia w plenerze, wycieczka w góry jako nauka o geologii o botanice, nauka fizyki poprzez warsztaty z akademikami z AGH, konstruowanie własnych elektrowni wiatrowych w ramach techniki
  • nauczanie w oparciu o projekty, a nie przedmioty np. kilkutygodniowy projekt “Kosmos”- poznawanie tajników układu słonecznego z pogranicza różnych nauk, zwieńczone spotkaniem z gen. Hermaszewskim [tutaj film o szkole, o którym wspominałam na wstępie- była łza szczęścia- marzenia, możliwości, błyszczące oczy z ekscytacji. Cudne!]
  • angielski codziennie, podobnie jak spacery i posiłki (śniadanie, obiad i podwieczorek)
  • dyrektorka- kobieta z niesamowitą wiedzą z obszaru neuronauk, pedagogiki, psychologii, ale i zarządzania- sprawia wrażenie kompetentnej i wszechstronnie wykształconej, która ma misję i ambicję stworzenia niezwykłego miejsca dla dzieci.
  • kameralna atmosfera

2. Scherzo

Bardzo podobnie jak powyżej, aczkolwiek tutaj nie ma nacisku na język angielski. Jest też nieco bardziej formalnie- procedura przyjęcia do grupy przedszkolnej i szkolnej wypisana w kilku-punktowym procesie, nieco odstrasza. Ale bardziej doświadczeni rodzice uznają to pewnie za klasykę gatunku. Brakuje też większej ilości zdjęć i filmów z życia szkoły, chociaż ten jeden pozwala zobaczyć szkołę od środka. Wygląda naprawdę bardzo przyjemnie! Zobaczcie sami!

W tym przypadku, znam rodzica, który posyła tam swoje dziecko już kolejny rok z rzędu i jest zachwycony:

  • dziecko nie ma prac domowych, o godzinie 16. odbiera je zawsze po wszystkich zajęciach, w tym również dodatkowych. Popołudnie mają tylko dla siebie,
  • chwaleni są też nauczyciele, prawdziwi pasjonaci, którzy wspaniale przekazują wiedzę, często w bardzo niestandardowy sposób,
  • codziennie obowiązkowy spacer- rodzic jest proszony o podpisanie deklaracji, że nawet przy niesprzyjających okolicznościach pogodowych dziecko może w nim uczestniczyć. Powiało Skandynawią. Duży plus za to. Codziennie obiad i relaksacja,
  • najlepszą rekomendacją tej szkoły dla mnie jest zachwyt dziecka, które z błyszczącymi oczami opowiada mi jak to w szkole jest “super fajnie”.

Koniecznie do sprawdzenia!

A teraz apel

Czy możecie mi pomóc? Czy ktoś z Was posyła swoje dziecko/dzieci do którejś z tych szkół? A może znacie inne, którymi chcielibyście się podzielić? Będę Wam baaaaardzo wdzięczna!

..to be continued 🙂

6 myśli na temat “Szkoły, którą uczą inaczej cz. II

  1. Ja mogę się wypowiedzieć na temat Prywatnej szkoły podstawowej Macierzanka w Wieliczce, niedaleko Krakowa, jeżeli interesuje Cię to pisz.

Dodaj komentarz