przedszkole, frajda, zabawa

Przedszkole bez płaczu w 3 krokach- Dlaczego moje dzieci nie płaczą idąc do przedszkola?

W tym roku obydwu moich synów poszło do przedszkola. 4-letni T. do grupy średniaków i 2,5-letni M. do grupy maluszków. Opowieści wielu matek dotyczących pierwszych dni, tygodni, a czasem nawet miesięcy w przedszkolu przyprawiają o gęsią skórkę, depresję matki i traumę dziecka. Jakim cudem u nas było inaczej?

  1. Research

Temat przedszkola, zaczęłam od solidnego researchu jakie placówki są w okolicy. Uznałam, że odległość ok. 10 km od domu będzie dla mnie najwygodniejszą opcją, aby tracić zbyt dużo czasu na dojazdy i w najlepszym układzie mieć przedszkole w drodze do/z pracy.

Na pierwszy ogień poszły samorządowe przedszkola z oczywistych, finansowych powodów. Niestety wszystkie 4 odpadły dosyć szybko. Jedno ze względu na brak miejsc. Drugie ze względu na fakt, że nie przyjmowali 2,5-letnich dzieci. Trzecie ze względu na panią wychowawczynię, która podczas naszego spotkania mającego na celu przybliżenie mi ich nowoczesnych i pełnych szacunku do dzieci metod wychowawczych, zdyscyplinowała swoich 3-letnich podopiecznych słowami: „Siadać na dupska, bo zaraz przyjdzie Baba Jaga!”. Jedynym śladem mojej obecności tam była skarga do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Czwarte przedszkole odpadło ze względu na maleńki placyk zabaw, otoczony z 3 stron ruchliwą ulicą i spalinami.

Nie pozostawało mi nic innego jak przystąpienie do poszukiwań miejsca dla moich synów w prywatnej placówce. Tutaj pomógł Internet, bo w odróżnieniu od publicznych przedszkoli, prywatne bardzo dbają o intensywny PR i marketing- są strony www z dokładnym opisem zajęć, metodyki, harmonogramu dnia, cennikiem, regulaminem, galeriami zdjęć i zwykle są też profile na FB, gdzie można prześledzić, jak toczy się codzienne życie w przedszkolu. Już na tym etapie wyłoniłam kilku faworytów, którym złożyłam wizytę. Podczas takiego osobistego spotkania z panią dyrektor można wyciągnąć masę informacji. I to nie takich, które znajdzie się na stronie internetowej przedszkola, czy ich FB, ale przede wszystkim niemierzalnych jak atmosfera, która panuje w przedszkolu. Jest to bardzo subiektywna kwestia, więc trudno tu o obiektywne mierniki. Ja podczas takiego spotkania zwracałam uwagę na:

– spokój vs. hałas

– bałagan w szatni/salach/gabinecie pani dyrektor vs porządek

– nerwowość pani dyrektor/wychowawczyń/dzieci vs. relaks

– chaos vs organizacja- Jedno z przedszkoli, które odwiedzałam, uzyskało maksimum punktów pod kątem chaosu w nim panującego. Kiedy weszłam do sali zobaczyłam grupkę maluchów skaczących po stolikach, drugą, która uczyła się w tym czasie pisać, a trzecia myła ręce i dopominała się obiadu. Do tego brak ustalonego z góry porządku dnia. Na moje pytanie, czy stosują metodę nauki czytania prof. Jagody Cieszyńskiej, pani popatrzyła na mnie tylko zmąconym wzrokiem trochę jakby przypominała sobie zajęcia z pedagogiki na uczelni, bo ewidentnie od tego czasu nie miała okazji zetknąć się ponownie z tym sformułowaniem. I to wszystko okraszone nieziemskim hałasem, który nagle został skutecznie okiełznany przez pomoc kuchenną. Kobieta wparowała do sali i niczym hiszpańska tancerka flamenco podczas ataku padaczki, nerwowo potrząsając marakasami i wykrzykując „CIIIISSZAAA!!!!!!” zagłuszyła hałas dzieci. Pawłow i jego pies to był przy niej wyrafinowany pikuś.

Proces wyboru odpowiedniego przedszkola był dosyć długi, ale w końcu udało się! Kiedy już ja zostałam przekonana o wyborze konkretnego przedszkola, przyszła pora na dzieci.

  1. Adaptacja

Osobiście polecam, aby pierwszy dzień w przedszkolu odbył się na miesiąc, dwa miesiące przed planowaną datą rozpoczęcia. Nie chodzi tu o faktyczne posłanie dziecka w lipcu czy sierpniu do przedszkola, ale o to, aby miało czas osobiście poznać to miejsce w kontrolowanych warunkach, w obecności mamy/taty lub innej bliskiej dziecku osoby.

W naszym przypadku pierwszym kontaktem chłopców z nowym przedszkolem była lipcowa wycieczka na przedszkolny plac zabaw. Mieliśmy zielone światło od Pani dyrektor, żeby przychodzić, kiedy tylko będziemy mieć ochotę. Więc starałam się raz na tydzień wybrać się tam z chłopcami. Oni byli zachwyceni, bo mieli kolejny teren do eksploracji, ja byłam szczęśliwa, kiedy pytali: „Kiedy pojedziemy na ten fajny placyk zabaw z autami?”. Te kilka-kilkanaście wizyt spowodowało, że chłopcy nie tylko poznali miejsce, w którym będą spędzać czas na świeżym powietrzu, ale także ludzi- panie i dzieci. Była to też dobra sposobność, żeby porozmawiać o przedszkolu z chłopcami. T. miał zawsze masę pytań: Po co jest przedszkole? Jak wygląda dzień w przedszkolu? Jakie są grupy w przedszkolu? Kiedy przychodzą po dzieci rodzice? itd. itd. Ja sama miałam okazję poznać przedszkole od podszewki- widziałam, jak panie rozwiązują sytuacje konfliktowe między dziećmi, jak reagują na ich prośby, jak wyglądają w praktyce zajęcia edukacyjne, itd.

Kiedy lato dobiegało już końca, chłopcy wspaniale znali to miejsce i kojarzyli je z fajną zabawą, a ja byłam przekonana, że wybrałam najlepszą placówkę pod słońcem. Nie miałam żadnych uwag. Czułam, że mogę ze spokojnym sumieniem oddać moje dzieci w ręce pań.

Umówiłam się z panią dyrektor, że w ostatnim tygodniu sierpnia, chłopcy będą zostawać na godzinę beze mnie w swoich grupach. Oczywiście oni doskonale o tym wiedzieli. Nie powiem, że byli zachwyceni tą wizją. Był w nich ewidentny opór i nie rozumieli, dlaczego nie mogę być tam z nimi. Ale o ile pierwszego dnia był płacz, drugiego już tylko marudzenie, a trzeciego M. miał już swoją ulubioną panią Nadię, a T. wymarzoną lawetę, którą mógł się bawić do woli.

  1. Wspierająca postawa rodzica

Ostatnim elementem układanki jesteśmy my-rodzice. Czasami to właśnie w nas tkwi problem. To my boimy się jak nasze dziecko poradzi sobie w przedszkolu. Czy zaśnie, czy zje, czy będzie chciało się bawić z innymi dziećmi, czy będzie tęsknić, itd. Tych obaw i wątpliwości jest cała masa. Ale nie możemy pokazać dziecku, że czujemy się w tej sytuacji niepewnie, że wątpimy w jego możliwości, że sami wahamy się, czy to przedszkole jest na pewno aby słuszna decyzja. Bądź jak skała! Daj dziecku oparcie i 100% pewność, że to dla niego dobre.

Daj mu Twoje ciepłe ramiona i milion całusów. Nie łzy i spojrzenie matki bolejącej. Ja dałam moim chłopakom w pierwszy dzień moje zdjęcie. Może jakaś ulubiona zabawka pomoże im czuć się lepiej? To często jest taką namiastką domu, więc pozwól mu je zabrać ze sobą.

I rozmawiaj. Jak najwięcej rozmawiaj o tym jak było, co się działo, jak spędził dzień, kogo lubi, a kogo nie i dlaczego. Nie wypieraj jego uczuć. Kiedy mówi: „w przedszkolu jest głupio”, nie odpowiadaj: „ee tam, co ty mówisz, przecież jest super!”. Tylko postaraj się dotrzeć do przyczyn: „a dlaczego tak sądzisz?”, „coś Ci się tam nie spodobało?”, itd. Tylko w ten sposób dasz dziecku do zrozumienia, że jego zdanie, opinie i emocje są dla Ciebie ważne, niezależnie od tego jakie by nie było. Nie zostawiaj go samego sobie. Bądź z nim. Bądź emocjonalnie i psychologicznie. Dziecko z takim wsparciem na pewno da sobie radę!

Dodaj komentarz