wyjście bez dzieci

Nocna relacja zbiega, czyli SES- tylko dla dorosłych

Zdarza się Wam czasami wyjść z domu w sobotę, po 21? Nie pytam o podreptanie do sąsiadki po brakujące pieluchy. Ani o jazdę do TESCO24h w celu zakupu zagubionego smoczka. Albo brakującego wina. Pytam o wyjście z domu w celach towarzyskich. Mi się zdarzyło. Przeczytajcie lokalną historię SES (Sobotniej Eskapady Socjomatki), z galopem przez jezioro Martini, synem Sparty i Akademią Pana Kleksa w tle, którą kończy międzynarodowy sygnał SOS.

Po latach zamknięcia w areszcie domowym z dziećmi w roli żandarmów umawiasz się ze swoimi kumpelami ze studiów na miasto. Nie widziałaś ich kupę lat, więc Twoja wyobraźnia nie ustaje w trudach tworzenia pejzażu ich prawdopodobnych ścieżek życiowych. Żyjesz tym cały miesiąc. Tydzień rozmyślasz co założysz. Szykujesz się jak na galę rozdania Oscarów.

Kiedy wychodzisz, nawet własny mąż powątpiewa czy to ty. Na znak aprobaty dławi się schabowym i szturcha syna, który po długim wpatrywaniu się w postać w odświętnym anturażu nadal nie rozpoznaje matki. Przechyla tylko głowę na bok, rozdziawia ustka i swoim zwyczajem na znak skrajnego zaniepokojenia i zaskoczenia nieznanym znika w swoim pokoju. Ostatnie spojrzenie w lustro- na powiekach brokat, na tyłku jeansy z liceum, a w głowie dzikie szaleństwo- kucyki pony biegną w galopie przez jezioro Martini niosąc na swym grzbiecie żelki Haribo. Czujesz się trochę jak choinka bożonarodzeniowa-  mienisz się wewnętrznym blaskiem. Poza tym, odwykłaś od biżuterii, więc co chwilę sprawdzasz, czy te długie błyskotki w uszach nadal dyndają, zajmując tym samym dłonie nieprzywykłe do leżenia odłogiem na wyglancowanym stoliku w lanserskiej knajpie.

Przybywasz na miejsce jako pierwsza. Kto jak nie matka ceni i szanuje wartość podarowanej wolności. Kiedy Ty chłoniesz każdy obraz niezależnego świata zwracając szczególną uwagę na egzemplarze, które zdają się chodzić spać o godzinie, o której Ty zwykle wstajesz i na odwrót, wkraczają one- twoje koleżanki.
Smukłe niczym łanie, opalone słońcem spod dostępnej dla Ciebie dopiero w wieku emerytalnym szerokości geograficznej. Euforia, famfary, całusy i przytulanie na misia. Jest radość!  A zaraz potem rzednie Ci mina, kiedy ku twemu zdziwieniu nikt nie zachwyca się Twoją całkiem-przyzwoitą-jak-na-matkę figurą, brokatem na powiece i rubinową hybrydą na pazurach. Okazuje się także, że ciuchy z liceum to był kiepski pomysł.  W prawdzie moda kołem się toczy, ale od czasu Twojej szkoły średniej z pewnością ten okrąg nie wykonał jeszcze obrotu o 360 stopni.

„Dobra, może i nie wyglądam, ale zagnę je w gadce” – myślisz w duchu i rozpoczynasz płomienną przemowę o swoim mężu, o ciele godnym syna Sparty, umyśle pięknym jak motyl na Madagaskarze i słodyczy dorównującej jedynie wacie cukrowej z dzieciństwa; następnie na ściankę idą Twoje dzieci- jedno po drugim, godni dziedzice królewskiej pary, ot rozkoszne, małe cherubinki, co to tylko matczyne serce rozmiękczają. Mam je- oczami wyobraźni widzisz jak cała sala wstaje i bije Ci brawa, gratuluje, ludzie zaczynają skandować Twoje imię… Tylko co tu robią te dwie wielkie pary oczu wpatrzone nieruchomo w Ciebie? –Także tego. Będziemy niedługo się zbierać. Tak szybko czas leci. Zupełnie jak te 10 lat! – kwitują Twoje słuchaczki nerwowo spoglądając a to na zegarek a to na telefon w poszukiwaniu wybawienia. O oł. Houston mamy problem. Chyba sprawa się rypła.

Kończysz tę noc, ledwo utrzymując się na wysokim krzesełku przy barze. W najbliższym promieniu nie dostrzegasz żadnych ludzi. Zasępiona analizujesz, dlaczego cała impreza zlokalizowała się w odległości przynajmniej 10 metrów od Ciebie. Rozważasz prawdopodobne przyczyny izolacji: nie jestem wysmarowana dziecięcą śliną, nie mam przy sobie pampersa z kupą i (szczypiesz się, żeby upewnić się, że trzeci powód również nie jest w mocy) nie śpisz. Cholera. Znowu coś poszło nietak… Aż nagle zjawia się barman, już tworzysz w myślach czarującą pogawędkę z tym niewątpliwie przystojnym i nieprzyzwoicie młodym mężczyzną aż nagle Twój chełst powietrza zostaje zmuszony dłużej zagościć w płucach, kiedy unosi rękę na znak wstrzymania Twoich zapędów -Przekazuję wiadomość od managera: Jeśli jeszcze raz zaśpiewa Pani na cały głos coś z repertuaru Majki Jeżowskiej  albo Akademii Pana Kleksa, pląsając na barze i tłukąc przy okazji szklanki będziemy musieli wezwać policję.” Kurtyna.

Dodaj komentarz