socjomatka recenzja książki

Po tej książce stałam się biseksualna!

Nie sądziłam, że będąc stabilną emocjonalnie kobietą po 30., wymoszczoną w swoim rodzinnym ciepłym gniazdku przyjdzie mi kiedyś dokonać takiego comming-outu. Choć, jej blog www.krysytynoniedenerwujmatki.pl jest jednym z nielicznych głosów rozsądku i ostoją normalności pośród Matek Polek Blogujących, to jej książkowy debiut „Krystyno, nie denerwuj matki” zaserwował mi lewego sierpowego i rzucił mnie na łopatki. Leżę na deskach, bez tchu, ale czuję, że muszę wykrzyczeć: Kocham Cię Michalino Grzesiak!

Czytanie tej książki dozowałam sobie, poprzez wyznaczenie dopuszczalnej do przeczytania liczby stron dziennie. Optymistycznie założyłam, że skoro książka ma 340 stron, mogłabym rozłożyć sobie przyjemność na prawie okrągły rok, czytając stronę dziennie. Oczywiście, pomysł szybko spalił na panewce, nie tylko ze względu na przefajne ilustracje Anny Piaszczyńskiej z Jeden Rysunek Dziennie, które zasłużenie okradały mnie z moich wyliczeń, ale przede wszystkim ze względu na flow, który w tej książce jest czymś tak oczywistym jak powietrze, którym oddychamy.

Dziewczyna, która siedzi mi w głowie

Gdyby nie fakt, że nie ma dowodów naukowych na bilokację, mogłabym przysiąc, że Michalina opisuje niejednokrotnie moje doświadczenia, moje odczucia i emocje. Ma nieopisany dar filtrowania dobrze nam znanej rzeczywistości przez swoje okulary, które dają obraz głęboki, niesamowicie ostry i absolutnie rzeczywisty. Kiedy składa życzenia na pierwsze urodziny swojej córce- mogę przysiąc, że weszła do mojej głowy, rozejrzała się po niej, przegoniła echo i powiedziała moimi ustami do mojego dziecka:

„(…) Żeby mieć pasję, łapać świat i oddychać wszystkim, co jej ten świat będzie w stanie dać. Założyć kiedyś plecak, wygodne buty i iść. Dociekać. Czytać, oglądać, nigdy nie zatrzymywać się na tym, co na talerzu. Zawsze zajrzeć pod stół. (…)
A więc to tak wygląda z tobą styczeń, kwiecień, czerwiec i październik. Tak to jest przeżyć z tobą jedno obejście słońca. Cudownie.”

Posiadaczka najbardziej giętkiego języka na świecie

Znając poczucie humoru Michaliny, zapytałaby mnie, czy to stwierdzenie to efekt wynurzeń jej męża o jej umiejętnościach prezentowanych po 22. Ale serio. Michalina to dziewczyna, która językoznawstwo, literaturę piękną i wiedzę o świecie współczesnym ma w jednym paluszku. Płynnie tworzy kreatywne analogie, bawi się językiem, nie szczędzi dosadnych sformułowań, gdzie trzeba postawi kropkę z kurwa mać. Ma genialne poczucie humoru- zapewniam Was, że rozbawi Was do łez jedna z pierwszych historii- scena z wyjazdu w góry, gdzie Grzesiek (jej mąż) wzbija się na wyżyny erudycji i znajomości geologii próbując córce opisać malujące się prze nimi górskie szczyty i w chwili absolutnego suspensu zapowiadającego bardzo mądre pytanie latorośli i jeszcze mądrzejszą odpowiedź taty córeczka pyta: „Tatusiu, mogę pryknąć?” To jest właśnie esencja z życia Michaliny z przymrużeniem oka w mistrzowskim wydaniu!

A kuku! Niespodzianka!

Jeśli jednak myślicie, że ta lektura to tylko lekka i przyjemna przejażdżka po wesołym miasteczku, to się mylicie. To jest również książka o trudach życia, o zmaganiu się z samotnością, z ciężarem odpowiedzialności, z przyziemnymi, aczkolwiek ważnymi tematami jak ten, jak przeżyć dzień z 3-osobową rodziną za 7 zł, albo jak urwać się po raz n-ty z pracy z powodu choroby dziecka, żeby nie dostać wypowiedzenia.

Ale tak naprawdę te wydarzenia to tylko tło. Domyślam się, że dla autorki nieskorej do wyrażania słowami wzniosłych uczuć to określenie może się wydać banalne i na wskroś idiotyczne, ale tak właśnie jest…

…ta książka jest przede wszystkim o miłości i odkrywaniu siebie

Nie bez kozery, dedykacja w książce przypada właśnie mężowi. Odczytuję tę książkę jako swojego rodzaju jej wyraz miłości do niego. Jako jedno wielkie „dziękuję, za to, że jesteś” (mimo, że jestem wredną zołzą). Ta książka to dowód jej głębokiej autorefleksji nad sobą i opis niezwykle zażyłej, aczkolwiek niesamowicie burzliwej relacji z jej drugą połową. Wydaje mi się, że na łamach tej książki Michalina dokonuje autoanalizy i autoterapii. Leczy się z egoizmu, porywczości, miażdży skrupulatnie nienawiść i żal do siebie samej. To książka o odwadze bycia tym, kim się jest i o umiejętności balansowaniu na styku ja-innni.  O umiejętności odkrywania swoich twarzy. O nieustannej pracy nad sobą.

Kiedyś jeden z francuskich językoznawców, Paul Ricouer powiedział, że dzięki pismu człowiek ogarnia świat, a nie tylko sytuację. Z książki Michaliny widać jak poprzez niesamowitą głębię przeżywania i wirtuozerską umiejętność jej opisywania zapanowała nad wewnętrznym światem uczuć i emocji, jak ze zbuntowanej, agresywnej małolaty staje się dojrzałą, świadomą siebie kobietą, która jest w stanie powiedzieć głośno na ostatnich stronach książki „kocham Cię” do człowieka, którego kocha miłością absolutną.

Ewolucja Michaliny w matkę jest nieziemsko ciekawa. Daleko tu do sztampy i odtwarzania schematów. Fantastyczne jest to, że ta jej wykluta w dzień narodzin pierwszego dziecka cudowna matczyność obdarta jest ze słodko-pierdzących obrazków lśniącej glazury i hipsterskiego dizajnu. Jest tak prawdziwa, tak szczera, tak unikalna jak nasze DNA. Jak w lustrze, można się przejrzeć w swoich wątpliwościach i obawach dot. macierzyństwa, związku, rodziny. Można przepracować w sobie te lęki i zdmuchnąć je wszystkie niczym świeczki, siłą napisanych przez Michalinę słów. Można wrócić pamięcią do najpiękniejszych momentów swojego życia. Można zobaczyć codzienność, która jest magiczna, z milionem szczegółów, które tworzą nasze życie.

Będziesz płakać z 4 powodów:

  1. ze śmiechu
  2. ze wzruszenia
  3. że ta książka nie jest grubsza
  4. że to jej debiut i w księgarniach nie ma kolejnej jej książki

Pozostaniesz na zawsze w moim sercu, Michalino! DZIĘKUJĘ!

*Słowo wyjaśnienia: Nie piszę tej recenzji z poziomu eksperta literaturoznawstwa, którym absolutnie nie jestem, ale z perspektywy czytelniczki, niedorastającej do stóp autorce i jej giętkiemu językowi, który jest w stanie wyrazić najbardziej nieprzekładalne myśli płynące z głowy i emocje prosto z głębi serca.

 

4 myśli na temat “Po tej książce stałam się biseksualna!

Dodaj komentarz