multitasking kobiet

Multitasking Matki Polki

Czy Wasi mężowie czasami zastanawiają się jak Wy to wszystko robicie? Jak to możliwe, że kiedy Wy opiekujecie się dziećmi dom nie przypomina wysypiska odpadów organicznych, dzieci nauczyły się właśnie prawa wyporu wody uczestnicząc w serii eksperymentów wykonanych przez Ciebie i zaaprobowanych przez pedagogów, a obiad nie wiadomo skąd ląduje niczym statek kosmiczny o 13 na stole? Otóż oni nie znają pojęcia multitaskingu Matki Polki.
Podstawowe zasady tego zawiłego zjawiska przedstawiam poniżej.

1. Nie miej pustych przebiegów

Kto powiedział, że idąc do kuchni po herbatę, nie można przy okazji obrać ziemniaków i ubić pięciu schabowych na obiad, wracając do dzieci nie przetrzeć przy okazji łazienkowego lustra i jak zwykle ufajdanej pastą umywalki, aby ostatecznie udać się do pokoju dzieci, odłożyć kubek, zasiąść w nadziei na łyka herbaty i zorientować się, że nie zostało już ani kropli, bo te smoki zdążyły już wszystko wychłeptać? Kilka takich rundek „po herbatę” i dom błyszczy tak, że zdałby celująco test białej rękawiczki. A Ty- test na cofającą się w rozwoju jednostkę z niedowładem obydwu kończyn. Ale dom lśni! I ile spalonych kalorii!

2. Robienie jednej rzeczy naraz to ogromna strata czasu

Przecież każda matka wie, że wieczorna toaleta to nie czas na (li tylko) mycie. Przecież myjąc zęby świetnie przeciera się umywalkę wacikiem po demakijażu twarzy, a siedzenie na toalecie to idealny moment na segregację prania. Twórca zabawy w chowanego zapewne nigdy by nie przewidział, jak dozgonnie wdzięczne będą mu wszystkie kobiety mogące wymopować podłogę na strychu w czasie gruntownych poszukiwań matki, która obiecała, że schowa się w ogrodzie.

3. Kiedy pojawia się nieodzowna konieczność wykonania tylko jednej czynności ogłaszasz stan wyjątkowy i przełączasz się na tryb awaryjny.

Dziecko to 2 dodatkowe ręce do pracy, dwójka dzieci to 4. Dodatkowe problemy. Staramy się więc izolować dzieci od centrum zarządzania BISami, czyli Bardzo Istotnymi Sprawami. Wskazane jest zaabsorbowanie dzieci aktywnością na wskroś zajmującą, w normalnych okolicznościach zakazaną, by nie rzec nieistniejącą. Babranie w błocie, używanie Twoich kremów, przesypywanie mąki, malowanie palcami resoraków plakatówkami.  Sky is the limit. Ja często zdaję się na ich inwencję i staję się Świętym Mikołajem w środku lata spełniającym najbardziej szalone marzenia. Rzucają najbardziej odjechany pomysł, niemal pewni odmowy, a tu matka z euforią na ustach i ekstazą w głosie: „Tak, super! Zróbmy to!” Po czym wymykam się w celu ogarnięcia BISa.
BISy to nie czas na myślenie o sprzątaniu. Myślimy tylko o jednej rzeczy-  5 minutach absolutnej ciszy. Wszystkie chwyty dozwolone. Niestety, z przykrością muszę przyznać, że przedsięwzięcie tych kroków nie da 100% gwarancji powodzenia. Wiem co mówię. Oprócz nieodwracalnych szkód poczynionych przez moje dzieci takich jak przewiercenie wkrętarką sofy mam jeszcze jedną chlubę na koncie.

Parę miesięcy temu umówiłam się na rozmowę kwalifikacyjną z HRem z pewnej super fajnej firmy. Rozmowę telefoniczną. Będąc z dwójką dzieci w domu.  Wiem, że brzmi to jak pomysł człowieka z ograniczoną oceną własnych możliwości, ale czasami lepsze to niż powiedzieć, że jesteś dostępna wyłącznie po godz. 20 lub ewentualnie pomiędzy 12:30 a 14:00, kiedy jedno z Twoich dzieci będzie mieć drzemkę.  Chyba.
W każdym razie, po tej rozmowie doszłam do wniosku, że ten HR musiał być naprawdę grubą rybą. Wydaje mi się, że wylądowałam na czymś w rodzaju czarnej listy nierokujących pracowników. Od tamtego czasu, nie otrzymuję już żadnych połączeń z nieznanych numerów sugerujących zainteresowanie moją kandydaturą. Chyba, że wystawię coś na tablicy.

Dodaj komentarz