macierzyństwo non-fiction

Czy Ty też jesteś matką- syreną?

Dzieci są jak powietrze. Brzmi jak cytat z macierzyńskim lukrem prosto z Paula Coelho, ale w rzeczywistości jest raczej słodko-kwaśną refleksją matki o jej rzeczywistości.

Nas-matki stworzono jako istoty potrzebujące do życia tlenu, nie przeżyjemy więc bez powietrza. Cóż z tego, że stężenie gazów pozostawia życiodajny składnik w mniejszości (miłość, radość z życia, itp. itd.)? Często dominują inne mniej zachwycające elementy (w rzeczywistości azot i dwutlenek węgla tj. płacz i marudzenie, ale mogłabyś przysiąc, ze połączenie to, to siarkowodór, choć Twoja chemiczka z podstawówki dałaby Ci za to pałę). Generalnie- miał być cukier puder, pastelowy róż i mięta, a jest sraczkowato.

Ale też czasami, kiedy powietrza do płuc wciągniemy za dużo, a nasze matczyne maszynerie pracowały zbyt długo na zbyt wysokich obrotach- łapie nas skurcz (podobno przepony, ale mnie zazwyczaj boli wszystko- najbardziej to oczy- od patrzenia, uszy-od słuchania, ręce-od robienia wszystkiego i głowa- od myślenia jak się stąd teleportować). Kiedy czujemy wewnętrzny ścisk, łapiemy oddech, dajemy na wstrzymanie (wychodzimy, trzaskamy drzwiami, etc.).  Zazwyczaj pomaga.

Kiedy nie, próbujemy numer z piciem. Wody oczywiście. Bez kreseczki nad „o” w godzinach czuwania latorośli- wiadomo, musisz prowadzić tą opiekuńczo-wychowawczą karawanę i być tą trzeźwą. I opanowaną najlepiej.  Ale to drugie już się tymczasowo zdezaktualizowało, więc zachowujesz resztki przyzwoitości pijąc duszkiem kranówkę. Wieczorową porą jesteś wstrząśnięta i zmieszana, czyli pozwalasz sobie na trunek Bonda.

Bywa też i tak, że pojawia się pokusa dania nurka pod wodę, zanurzenia się w innym świecie. W miejscu, gdzie jest spokój i czas (nikt nie powtarza jęcząco-zawodzącym tonem zarzynanego kota 40-sty raz w ciągu minuty Twojego przydomka, a właściwie głównego imienia tj.: „Mamo”), gdzie Twoje ciało porusza się z większą gracją (np. nie musisz udawać akurat psa lub mamuta), a Twój umysł może oddać się przyjemności podziwiania pięknych okoliczności bez przymusu reagowania.  I czasami bywasz w podwodnych krainach (you name it), ale zawsze wracasz przed północą jak kopciuszek, bojąc się, że czar pryśnie.
Wchodzisz do sypialni na palcach, mimo że nigdy nikt o porze w Twoim domu się nie obudził (no chyba że brałaś prysznic i postanowiłaś ogolić nogi- to każda matka wie, że takie procedury mają siłę budzenia wybuchu artyleryjskiego) i ładujesz się do łóżka. A właściwie wtulasz się w te ciepłe małe ciałka w Waszym łóżku, okrywasz się ich oddechem i już wiesz, że do końca świata i o jeden dzień dłużej będziesz mówić:

„Raz jeszcze to samo proszę!”

Niezależnie od poziomu upojenia.

My- matki, jesteśmy jak syreny- jesteśmy przywiązane wspomnieniami do morza, ale kochamy ląd. I choć zawsze będziemy mieć rybi ogon, czkawki i inne dolegliwości ze strony aparatu oddechowego to czujemy, że nie ma nic piękniejszego niż kochać swoje dziecko bez końca, do ostatniego tchu. Bo to sól Twojego życia. Twoje powietrze.


Jeśli spodobał Ci się ten tekst, na pewno odnajdziesz siebie również tu:
„Bądź matką i nie zwariuj tu człowieku”
„Dzień zdań prostych, czyli matka, która pada na pysk”
„Niedziela- dzień męki pani domu”

i w kilku innych, wśród których możesz poszperać TU.

Daj znać, czy żyjesz na FB Socjomatki lub odezwij się pod tekstem.

Dodaj komentarz